Gdy nastąpił atak, mediacje prowadzone przez inne kraje arabskie wciąż trwały. Choć przywódca Iraku, Saddam Husajn, próbował przedstawiać różne argumenty usprawiedliwiające napaść, nie ulegało jednak wątpliwości, że jej prawdziwym celem było przejęcie kontroli nad kuwejckimi szybami naftowymi i wykorzystanie tego do uzdrowienia osłabionej wojną gospodarki irackiej. Irak, posiadający ogromne siły zbrojne, mógłby zdobyć pełną dominację w regionie. Inwazja została stanowczo potępiona przez wiele państw, z USA na czele. ONZ uchwaliła rezolucję wzywającą Irak do wycofania wojsk; nawet większość państw należących do Ligi Arabskiej potępiła działania Iraku, choć Jemen i Jordania wstrzymały się od głosu. Saddam Husajn prawdopodobnie przewidział te ostre protesty, licząc na to, że na nich wszystko się skończy, a on zatrzyma Kuwejt, podobnie jak to działo się w przypadku innych reżimów, które nie stosowały się do rezolucji ONZ. Jednak nie wziął pod uwagę zmian, które zaszły w polityce w związku z zakończeniem zimnej wojny. Stany Zjednoczone i Związek Radziecki nie spierały się już w każdej kwestii politycznej i ZSRR, mimo tradycyjnych związków z Irakiem, przyłączył się do protestów. W tej sytuacji wydawało się, ze ONZ może wreszcie prowadzić skuteczne działania jako organ wykonawczy dla decyzji społeczności międzynarodowej - sprawa irackiej agresji miała być próbą dla tej organizacji.